Gdy już zaczęłam malować ... wylało mi się z serca, to co w nim siedziało. Wcześniej nie myślałam, w jakim stylu będę robić meble, styl to co coś czego się nie planuje, to po prostu jest w Tobie. Na początku nie potrafiłam, rzecz jasna, tego co teraz, ale zawsze gdy tylko brałam pędzel do ręki, wiedziałam, że chcę być spontaniczna, nieograniczona kolorami, ramami, modą. Im więcej kolorów, zadrapań, znaków czasu, tym bardziej czułam, że mebel jest mój ... Owszem , zdarza się, że wiem, że dany mebel wręcz musi być pomalowany nowocześnie i nie kłócę się z tym, ale w moim sercu królują patyny.
Dlaczego właśnie one ? Otóż dzięki nim nadaję tym starym damom ich słuszną elegancję, podkreślam ich wiek, ale też jednocześnie piękno. Może to , że i ja już do najmłodszych nie należę, sprawia że odnajduję jakiś sens ukryty w starym 🙂
Uwielbiam patrzeć na patyny natury, chodząc po mieście , parkach i lasach, szukam tego w jaki sposób przyroda używa używa czasu i to mnie inspiruje. Łuszcząca się kolejna warstwa farby schodząca z latarni, mech na pniu, rdza na płocie ... dotykam palcami świata dookoła, a potem przenoszę to na mebel.
Może Ci się to podobać lub nie, ale moje patynowe serce bije właśnie w tym rytmie.

